czwartek, 11 listopada 2010

Pierwsze koty za płoty



Witam serdecznie! Mam na imię Marek, jednak w koszykarskim/kibicowskim świecie mało kto o tym wie – jestem bardziej znany jako RZYMI. Postanowiłem założyć tego bloga, żebym mógł dzielić się wrażeniami i wnioskami ze sportowych wydarzeń, na których mam okazję się pojawić (PLKK, PLK, Euroliga) lub które jak większość ludzi oglądam w telewizji bądź w Internecie (WNBA, NBA). Przeważnie mam w głowie dużo myśli, które warto byłoby zapamiętać.. Jednak moja wyjątkowo słaba pamięć nie pomaga w tym ani trochę. Dlatego będzie to również swego rodzaju archiwum dla mnie samego; coś jak dziennik czy nawet pamiętnik. Warto zapisywać piękne (mniej piękne również) przeżycia a następnie wracać do nich po jakimś czasie. Tak też będę robił.
 Mam nadzieję, że będę w stanie zainteresować kogokolwiek swoimi opiniami. Na pewno znajdą się osoby, które będą/nie będą zgadzać się z moimi poglądami – czekam i z radością przyjmę wszelkie słowa poparcia bądź krytyki, np. w komentarzach. Wpisy te pojawiają się również na stronie www.lotosgdynia.pl  Zapraszam do lektury!
Rzymi


Na początek trzy teksty, które powstały już jakiś czas temu:



28.10.2010: Lotos Gdynia - MKB Euroleasing Sopron (67-82)

Inauguracja kolejnego sezonu Euroligi w Gdyni. Którego z kolei? Było ich tyle, że już straciłem rachubę. Podchodziliśmy do tego meczu z ogromnymi nadziejami. Nadziejami na zwycięstwo,
w tym sezonie będzie wybitnie trudno. Pokazał to nawet ten mecz. Ale wracając, pierwszym niepokojącym sygnałem była rezygnacja z usług Miljany Musovic. Fakt, nie prezentowała pełni swych umiejętności ale wydaje mi się, aby dostała na to odpowiednio dużo czasu. Ale cóż, od decydowania mamy władze klubu. Drugą wiadomością budzącą niepokój była kontuzja mięśnia Sandory Irvin, naszej podkoszowej ostoi. Jej występ stał pod znakiem zapytania. Jednak zagrała ale i to nie pomogło odnieść nam zwycięstwa. Przegrana 15 punktami to i tak łagodny wymiar kary. Dobrze, że Angel McCoughtry nie miała najlepszego dnia (tak, zanotowała na swym koncie 'tylko' 19 oczek) a do tego dość szybko złapała faule i spędziła dużo czasu na ławce. Skutecznie wspomogły ją Amber Holt (22 punkty; nie grała w meczach ligowych, po cichu liczyliśmy, że nie zagra i w Gdyni...) i, co było największym zaskoczeniem, Katalin Honti (16 punktów), po której nikt z kibiców nie spodziewał się takiego występu. Niestety, w naszej drużynie problem z faulami dotknął dość szybko Monicę Wright, która miała być jedną z dwóch liderek i poprowadzić Lotos do zwycięstwa... Niestety, Monica również nie zaprezentowała nam jeszcze swych możliwości. Liczę jednak, że się przebudzi! Od samego początku goniliśmy ekipę Węgierek, które cały czas utrzymywały przewagę 10-15 punktów... W najważniejszym momencie, gdy odrobiliśmy straty do 7 punktów, popełniliśmy dwa druzgocące błędy, kluczowe dla wyniku.. Z 7 punktów różnicy zrobiło się 13 i to był nasz gwóźdź do trumny. Nie pomógł znakomity występ Darii Mieloszyńskiej, naszej faktycznej liderki... Także wszyscy ze smutkiem musieliśmy przyjąć porażkę w meczu, w którym nie byliśmy na straconej pozycji... Następny przeciwnik to UMMC Jekaterinburg. To przykre i dziwne uczucie,  kiedy brakuje jakiegokolwiek optymizmu a jedyne przedmeczowe przemyślenia, które cisną się na usta, to 
jak wysoko przegramy...


31.10.2010 Wisła Can-Pack Kraków – Lotos Gdynia (82-54)

Do niedawna ligowy klasyk. ‘Pojedynek gigantów’, starcie dwóch najlepszych drużyn w lidze. Do niedawna…  Teraz jedynie pytanie, które zadawała sobie koszykarska Polska to: jak wysoko wygra Wisła Kraków? (Żartobliwie nazywana ‘Lotosem Kraków’ – Pawlak, Leciejewska, Phillips – do niedawna ikony Lotosu; teraz wszystkie występują w Krakowie). Czytając przedmeczowe opinie, zauważyć można było pewien dylemat. Czy Wisła wygra  +20, +30, czy może jeszcze więcej… Świadczy to, że Mistrz Polski to już tylko nic nie znaczący tytuł i puste słowa, gdyż nie gramy jak na mistrza przystało. Po porażkach z łódzkim beniaminkiem, Artego Bydgoszcz i Polkowicami (20 punktami), już nikt się nas nie boi. Słusznie. Liga staje się z roku na rok silniejsza więc coraz trudniej o zwycięstwa. Mecz z Wisłą miał pokazać, czy jesteśmy w stanie nawiązać jakąkolwiek walkę z czołówką. Niestety, parkiet boleśnie nas zweryfikował. Jedynie pierwsza kwarta dawała nadzieję na wyrównany mecz. Później Krakowianki nam odjechały i nie oddały prowadzenia już do końca. Porażka prawie 30 punktami z odwiecznym rywalem to  ogromne upokorzenie.  Jednak wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Obecny styl gry pozostawia wiele do życzenia. Może to wina trenera? Stanowisko to jest naszym największym zmartwieniem… Aż chce się powiedzieć ‘Jacek wróć!’ – na pewno nie był idealny ale swoje zrobił, powrócił z naszym zespołem na jego miejsce – na fotel Mistrza Polski. I to dwa razy z rzędu. To już jednak przeszłość. Teraz mamy inne problemy. Nasz team został gruntownie przebudowany a jak wiadomo wszystkie początki są trudne (Spartak Moskwa również przegrywa na początku sezonu; podobnie Miami Heat z 'Wielką Trójcą' w składzie – zaczęli sezon od porażki). Nas dodatkowo nie ominął pech – kontuzje Eweliny Gali i Dory Horti mocno skomplikowały naszą sytuację. Ale gramy dalej, przed nami jeszcze wiele spotkań i nie możemy się poddać! Mimo, że nie patrzę zbyt optymistycznie w przyszłość (przynajmniej tę najbliższą, zwłaszcza w kontekście Euroligi), to wierzę, że jakoś wyjdziemy z tego dołka. Liczę na to, że wkrótce dołączy do nas zdrowa Horti (i może ktoś jeszcze oprócz niej, kto to wie..) i wrócimy na dobry tor. Już w zeszłym sezonie przedwcześnie postawiono na nas kreskę a jednak zdobyliśmy tytuł. Teraz to dopiero początek rozgrywek, więc jeszcze wszystko jest możliwe. Jedno jest pewne – czeka nas wiele emocji. Oby w walce o jak najwyższe cele. Do usłyszenia!


4.11.2010: Lotos Gdynia - UMMC (62-80)

Tak jak poprzednio pisałem – przed meczem brakowało mi optymizmu. Jednak teraz jest już po wszystkim i… gryzę się w język! Różnicę 18 punktów większość ludzi wzięłaby w ciemno. Co prawda nie wygraliśmy i nie graliśmy w powalającym stylu.. Jednak całej drużynie należy się pochwała. Pochwała za podjęcie walki z europejskim gigantem, jak co roku faworytem rozgrywek; za to, że nasz zespół nie przestraszył się wielkich nazwisk wśród zawodniczek rywala i walczył przez cały mecz. Wynik mógł być dla korzystniejszy (np. -15) jednak nie uniknęliśmy błędów, zarówno w obronie jak i w ataku. Ale to nic, mamy przecież jeden z najmłodszych zespołów w Eurolidze (tak sądzę, nie zagłębiałem się w statystyki wiekowe pozostałych drużyn) a mecze takie jak ten pokazują, że drzemie w nas potencjał.  Mogłoby się wydawać, że potrzeba ‘czegoś więcej’, by go ‘wycisnąć’…. Czegoś, czego zabrakło np. w meczu z Wisłą (jak i z Bydgoszczą, Widzewem, Polkowicami…). Teraz pora na kilka aspektów meczowych.  Niestety, zabrakło nam strzelca takiego jak Cappie Pondexter w ekipie gości (ale i Ann Wauters; obie trafiały ‘prawie wszystko’). Troszkę słabiej zaprezentowała się ‘nasza’ Biba – myślę, że po prostu nie weszła odpowiednio w mecz… No chyba że to sentyment do swej dawnej drużyny i Aga nie miała serca karać nas swymi trójkami (a potrafi je zdobywać seriami niczym z broni maszynowej, to wszyscy wiemy). W ekipie ‘Jeków’ zabrakło najwyższej koszykarki – Marii Stepanovej (203cm) – a mimo to sromotnie przegraliśmy walkę na tablicach (45/21). Należy jednak zwrócić uwagę na ilość strat po obu stronach – my: 10, rywalki: 21. Czy świadczy to o tym, że tak dobrze broniliśmy? Czy Rosjanki nie były do końca skoncentrowane? Co do naszej drużyny, szczególnie cieszą pierwsze euroligowe punkty zapisane na konto Magdy Ziętary. Radość po jej przechwycie i spokojnym wykończeniu akcji była porównywalna do tej z meczu otwarcia nowej hali: Lotos – Fenerbahce, gdzie w ostatnich sekundach wspaniałym przechwytem popisała się Tamika Catchings a zwycięstwo przypieczętowała Katia Snytsina. Przyznam szczerze, że jeśli spóźniłbym się na mecz i wszedłbym moment przed akcją Magdy, to wybuch radości gdyńskich fanów skłoniłby mnie do pomyślenia, że była to akcja dająca nam zwycięstwo a kosz padł równo z końcową syreną… Teraz przed nami mecz z Gospicem Croatia (11 listopada, godzina 18:00) i oby udany występ dzisiaj nie podziałał zbyt rozluźniająco przed spotkaniem z potencjalnie najsłabszym zespołem z piątki naszych rywali. Powinna nastąpić specjalna mobilizacja zarówno wśród zawodniczek, jak i wśród kibiców Lotosu, gdyż najwyższa pora zanotować pierwsze zwycięstwo w tegorocznej Eurolidze!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz